BARTOSZ OLSZEWSKI POWITANY NA LOTNISKU - WYWIAD

11.05.2016

Bartosz Olszewski powitany na lotnisku - wywiad

„Bardzo Wam dziękuję!” – mówił zaskoczony, kiedy zobaczył swoich najwierniejszych kibiców. Oczekujący w hali przylotów mieli ze sobą zwyczajowe karteczki. Nie zabrakło czerwonego dywanu, kwiatów, wuwuzeli i całego koszyka ulubionego przysmaku Bartka. „Zawsze oglądałem w telewizji siatkarzy jak wracają i ktoś ich wita na lotnisku i nawet nigdy nie pomyślałem, że mnie też to kiedyś czeka”. Oto człowiek, który na co dzień pracuje jako menager IT, na cały etat, został drugim zawodnikiem na świecie w nietypowej imprezie biegowej, która odbywa się jednocześnie w 33 krajach. W Niagara Falls, uciekając przed poruszającym się ze stałą, wzrastającą w miarę upływu czasu prędkością Samochodem Pościgowym pokonał 82,411 km. Jak się czuje? „W ogóle na razie nie mam ochoty biegać. Jeszcze trochę mnie nogi bolą, ale wszystko jest ok. Ja się szybko regeneruję” – uspokajał.

Nie lubisz jak ktoś mówi, że masz talent do biegania. Sam powtarzasz, że do tego można mieć co najwyżej predyspozycje, a reszta jest kwestią ciężkiej pracy. Czy ty masz predyspozycje do dystansów ultramaratońskich?

Na pewno mam. Ja rozumiem talent właśnie przez predyspozycje – wzrost, budowę, siłę mięśni. Ja rzeczywiście jestem siłowym biegaczem i taki dystans jak najbardziej mi odpowiada. Im więcej kilometrów, tym dla mnie lepiej.

Jak się czujesz jako „wicemistrz świata” – bo tak tutaj jesteś witany?

Może jeszcze nie przesadzajmy! Ten Włoch (dop. globalny zwycięzca Giorgio Calcaterra) to jest niesamowity biegacz. Jak na 75. kilometrze usłyszałem z kim ja jeszcze rywalizuję, to stwierdziłem, że będzie potwornie ciężko. To jest najlepszy w ostatnim dziesięcioleciu biegacz na 100 km i największa gwiazda tych biegów. Ja jeszcze setki nie biegałem, ale chciałbym z nim kiedyś porywalizować.

 

A chciałbyś za rok wygrać całą imprezę?

Oczywiście, że bym chciał. Chciałem w tym roku, chciałem w zeszłym… Zawsze chciałbym wygrywać. To jest realne. Wynik, który osiągnąłem w tym roku dałby mi zwycięstwo w pierwsze i drugiej edycji. Niektórzy pytają, czy nie mam jakiegoś niedosytu. Kiedy przekroczyłem 80. kilometr, wiedziałem że zrobiłem coś, o czym nawet nie marzyłem, że mogę to zrobić w tym roku.

Jak się przygotować do biegu o długości prawie dwóch maratonów?

Przygotowania wyglądały tak, jak do maratonu. One się niczym nie różnią. Ja może biegałem mniej treningów szybkościowych – tutaj ta szybkość nie jest tak potrzebna. Ale był to typowy trening maratoński.

 

Bieg odbywał się o 7:00 rano, ale chyba nie odczułeś tego, że musiałeś wcześnie wstać?

Wstałem o 4:00 rano. Przyleciałem tam dzień wcześniej. Specjalnie nie przestawiałem się – nie starałem się aklimatyzować, żeby mój organizm nie poczuł, że to jest ta 4:00 rano. Wstałem spokojnie – w Polsce była 10:00. Nie byłem zaspany.

Większość biegaczy cieszy się, jak dogania ich meta. W twoim wypadku było tak samo?

Cieszyłem się! Od 75. – 76. km wiedziałem już, że pierwsze miejsce ucieka. Włoch zaczął się mocno oddalać. Ja nie dałem rady już przyspieszyć i wiedziałem, że jeśli on jest w stanie to zrobić w tym momencie, gdzie jeszcze samochód jest tak daleko, to jego naprawdę stać na szybki bieg. Włoch popisał się niesamowitą klasą. Jak sobie policzyłem, jak szybko on musiał biec po 70. km, to się w głowie nie mieści! Samochód? To była taka… ulga. Jak dobiegłem do 80. km to już się cieszyłem i oglądałem się, gdzie ten samochód. Potem zobaczyłem 81 i znowu się odwróciłem. Gdy zobaczyłem 82, to przyspieszyłem, żeby zdążyć tam dobiec, a jak mnie doganiał to już sobie powoli truchtałem.

 

Na początku nie było różowo. Koło 30. kilometra miałeś kryzys.

Koło 30.-35. km trochę ciężko mi się biegło. Dwa razy nawet puszczałem przodem Amerykanina. On mi trochę odchodził - na jakieś 20 metrów. Miałem ciężkie nogi, było pod wiatr i miałem myśli, że to będzie ciężki bieg. Po 45. km złapałem wiatr w żagle i potem już czekałem na kryzys, a on nie przychodził…

Jak konkurencja – ponoć Kanadę wybierają trudni do pokonania zawodnicy?

W tym roku w Niagara Falls było dwóch mocnych zawodników, ale z tym bywa różnie. W tym roku to się rozłożyło. Nie było państwa gdzie naprawdę byłoby dużo mocnych biegaczy. W Kanadzie dobremu bieganiu sprzyja jednak trasa i pogoda. Bieg odbywa się w 34 miastach – można mieć 30 stopni albo około zera. Tam było około 10, więc całkiem dobre warunki do biegania.

 

Gdzie polecisz za rok?

Czekam aż zgłosi się Nowa Zelandia (śmiech). Na razie nie ma jej w tym biegu. Jeśli nie, to zobaczymy. Może wybiorę jakiś azjatycki kierunek. Tam się trudniej biega, ale chciałbym tam jechać turystycznie.

A skoro poprawiłeś się przez rok o 8 km, to ile przebiegniesz w przyszłym?

Ciężko powiedzieć. W życiu bym nie powiedział, że przebiegnę 82,5 km. Według mnie to było poza moim zasięgiem, ale sport jest nieprzewidywalny. Rok temu byłem w lepszej kondycji – byłem szczuplejszy, 2-3 kg lżejszy, byłem po maratonie, który mi świetnie poszedł, byłem lepiej przygotowany szybkościowo – ale to właśnie w tym było lepiej. Ja jeszcze nie wiem, dlaczego dokładnie tyle przebiegłem. Muszę to dobrze przeanalizować, bo naprawdę nic na to nie wskazywało. Rok temu w Poznaniu moim problemem było odżywianie – pierwszy raz biegłem taki dystans. Tym razem dużo jadłem na trasie, piłem i myślę że to też mnie daleko zaprowadziło.

 

Jakie masz najbliższe plany?

Maraton na jesieni. Będę chciał się poprawić na krótszych dystansach. Uważam, że jak się poprawię w maratonie, to będę jeszcze szybciej biegał te dłuższe dystanse. Taki jest mój cel.

 

Zapisz się na Wings for Life World Run 2017 w Poznaniu już dziś - tutaj.

 

Więcej?

Zobacz więcej aktualności

PARTNERZY LOKALNI
PoznańAorta