JAK WYGLĄDA TYPOWY DZIEŃ BARTKA OLSZEWSKIEGO?

04.04.2017

Jak wygląda typowy dzień Bartka Olszewskiego?

Wiele osób nie może się nadziwić, jak można pracować na etacie i odnosić tak duże sukcesy w bieganiu, jak Bartosz Olszewski. Jak się okazuje Warszawski Biegacz znajduje czas na więcej przyjemności niż tylko jedna. Wszystko jest kwestią dobrej organizacji, a niekiedy wymaga też „kombinowania”. W rozmowie opowiedział nam, czego spodziewa się po starcie w Wings for Life World Run w Mediolanie, gdzie przyjdzie mu (już nie na odległość) rywalizować z globalnym zwycięzcą z zeszłego roku Giorgio Calcaterrą. Przypomnijmy, że w trzeciej edycji biegu rozgrywanego jednocześnie w kilkudziesięciu lokalizacjach na całym świecie, Bartek wygrał w Kanadzie i zajął 2. miejsce globalnie.

 

Jak wygląda typowy dzień takiego biegacza jak ty? Oczywiście nie teraz, kiedy jesteś na kilka dni przed kolejnym maratonem, ale powiedzmy gdzieś w środku okresu przygotowań do zawodów.

Wszystko zależy od tego, czy mam do wykonania jeden, czy dwa treningi. Jak mam jeden, staram się go robić jak najszybciej, żeby później mieć czas na inne rzeczy i dla rodziny. Przeważnie kończę pracę 15:30 – 16:00. Staram się pracować wcześniej - od 7:00 - 7:30. Robię trening i tak naprawdę około 18:00 jestem wolny, dlatego nie angażuje mnie to jakoś bardzo. Jak robię dwa treningi, mam większy problem. Wstaję 5:00-5:30. Jem lekkie śniadanie, jadę na trening i go robię. Później jest kombinowanie. Często robię trening w okolicach siłowni, żeby mieć gdzie się umyć. Wychodzę z siłowni, wsiadam do samochodu i jadę do pracy. Pracuję, a potem jeszcze drugi trening i wracam do domu. Czasami robię jeszcze jakiś trening uzupełniający, więc trzeba do tego dodać jakieś 30-40 minut. Wtedy jestem wolny o 18:30 – 19:00, ale jestem bardzo zmęczony. Zazwyczaj kończy się na kolacji, oglądaniu jakiegoś filmu, poczytaniu książki, albo napisaniu czegoś na bloga. To już jest dosyć wykańczające.

 

Bloga piszesz po nocach… ?

Wtedy, kiedy mam trochę czasu. Kiedyś robiłem to po nocach, ale brak snu bardzo odbijał się na bieganiu. Muszę trochę więcej spać, więc wciskam tego bloga gdzie mogę. Staram się nie urywać snu, ale czasem tak bywa, że nie mam wyjścia. Gdzieś te godziny trzeba łapać. Można oczywiście żyć samym bieganiem i wtedy bym to pewnie jakoś spinał, ale lubię też robić dużo innych rzeczy, także tego czasu zawsze jednak brakuje.

 

Masz jakieś hobby poza bieganiem?

Tak. Bardzo lubię wychodzić na jakieś spotkania, albo do kina. Nie wyobrażam sobie biegania przez cały dzień. Penie by mnie to męczyło i wpływałoby na mnie negatywnie. Dlatego zawsze staram się tak zrobić trening, żeby go skończyć o 18:00 i później mieć już czas na życie prywatne. Sport zawsze był moją pasją. Niekoniecznie bieganie, ale na przykład koszykówka. Z racji treningów mało gram, ale śledzę relacje i mecze. Lubię też czytać. Ostatnio mam na to mniej czasu, ale staram się być powyżej polskiej średniej w ilości przeczytanych książek rocznie. Co oczywiście nie jest trudne do zrobienia.

 

Jakiej drużynie kibicujesz?

Jak bym miał wybrać taką jedną, to od lat jest to Chicago Bulls.

 

A czy te książki są tylko o bieganiu i o treningu?

Zdecydowanie nie. Czytam bardzo dużo o treningu, ale miałem przesyt. Od pół roku przeczytałem tylko jedną książkę na ten temat. Wcześniej było tego bardzo dużo, ale miałem więcej czasu na czytanie. Jeździłem do pracy autobusem, więc codziennie półtorej godziny czytałem. Lubię różne książki. Przeważnie czytam kryminały. Nie są ciężkie - po treningu, kiedy człowiek nie jest w stanie dobrze myśleć i się skoncentrować są idealne. Kiedyś czytałem dużo fantastyki. Cały przekrój – nie mam jakiegoś jednego, ulubionego gatunku.

 

Gratuluję życiówki w półmaratonie, którą niedawno zrobiłeś w Warszawie. Przed Wings for Life World Run jeszcze sprawdzian formy podczas maratonu już w ten weekend w Lipsku. A co potem?

Na dzień dzisiejszy nic wielkiego nie planuje – zobaczymy jak się będę czuł po maratonie. Po Półmaratonie Warszawskim czułem się rewelacyjnie, więc był to ciężki tydzień – nie odpuszczałem treningu. Teraz odpoczywam przed maratonem. Potem pierwsze dwa dni raczej będą wolne. Może we wtorek zrobię 20-30 minut lekkiego truchciku, a od środy wracam do treningu. Pierwszy tydzień na pewno będzie lekki, bez mocnego biegania. Dopiero w weekend planuję długi bieg w tempie „Wingsa”. Ale to zależy od tego jak się będę czuł. Potem znowu tydzień ciężkiego treningu i już dwa tygodnie odpoczynku przed startem.

 

W tempie „Wingsa”, to w tej chwili u ciebie jest… ?

Od 3:45 do 3:50 min/km, natomiast to nie jest tak, że ja wstanę i tak będę biegł na Wings for Life World Run. Zawszę mówię, że jadę do Włoch walczyć o wygraną, ale to ile przebiegniemy kilometrów i jakie tempo będziemy tam mieli, bardzo zależy od warunków, które w maju mogą być różne. Jak będzie odpowiednia pogoda, to nie wierzę, żeby tam się wszyscy oszczędzali, każdy będzie chciał zrobić dobry wynik i ruszymy szybko. Ale jak będzie dwadzieścia parę stopni, to nawet jak ktoś ruszy szybko, to reszta odpuści, bo wiadomo, czym się kończy pięciogodzinny bieg w temperaturze na przykład 26 stopni. Bardzo dużo zależy od warunków jakie tam będą.

 

Nie boisz się takiej sytuacji, w której wszystkie oczy będą skierowane na Mediolan, a wy po prostu uznacie, że nie ma się co katować, trzeba zostawić siły żeby rozstrzygnąć o kolejności na mecie na koniec wyścigu, a gdzieś, ktoś, w innym miejscu na świecie przebiegnie większy dystans?

Boję to złe słowo. Ja staram się tłumaczyć, że nie nastawiam się na rekord. Nie nastawiam się na fenomenalny wynik jeśli chodzi o kilometry, bo to zawsze jest sprawa, która zależy od miliona czynników. Natomiast wybrałem Włochy nie po to, żeby zrobić super wynik. Choć Kanady nie ma tym roku, tam bym się o to starał, albo znalazłbym sobie trasę, gdzie jest pewna pogoda. Nastawiam się na rywalizację i to jest główny cel. Zdaję sobie z tego sprawę i tonuję te nastroje. Może wygrać ktoś z zupełnie innego kraju i zupełnie mnie to nie zdziwi. Bardzo dużo będzie zależało od warunków. Jak wygram we Włoszech z Calcaterrą, Chilijczykiem, Niemcem (dop. więcej tutaj), to dla mnie będzie super sprawa. Nawet jeżeli przebiegnę 60 km, będę tak samo zadowolony, bo to będzie świadczyło o warunkach jakie były na trasie. Znając zawodników, którzy tam będą, wiem, że pokonanie ich będzie bardzo wartościowym wynikiem.

Zobacz więcej aktualności

PARTNERZY LOKALNI
PoznańTVN24TRÓJKAAMSOnetNasze_MiastoMovemediaBieganie.plAortaBiegamBoLubięOttobockRunner's worldBMWNewsweek