Zapisz się na bieg w 20203 maja

ROZMOWA Z ŁUKASZEM MAMCZARZEM, KTÓRY WSPIERA WINGS FOR LIFE WORLD RUN W POZNANIU

25.03.2019

Rozmowa z Łukaszem Mamczarzem, który wspiera Wings for Life World Run w Poznaniu

Łukasz Mamczarz jest brązowym medalistą igrzysk paraolimpijskich w Londynie w skoku wzwyż. Jest też jednym z niewielu polskich sportowców paraolimpijczyków, dla którego sport nie stanowi wyłącznie hobby, ale jest też źródłem utrzymania. Od dwóch lat aktywnie wspiera Wings for Life World Run. Pojawia się na stoisku swojego sponsora, firmy Ottobock i czynnie bierze udział w Światowym Biegu.

W zeszłym roku podczas Wings for Life World Run pokonałeś kilometr. Dlaczego akurat taki dystans?

Miałem przyjemność biec z osobami, które przywiozły na Wings for Life World Run egzoszkielet. Jestem zafascynowany podobnymi technologiami i miałem przyjemność iść z tymi osobami. Do Poznania przyjechałem prosto z obozu sportowego, więc byłem bardzo zmęczony. Bieg po nierównym terenie nie był wtedy dla mnie wskazany i przetruchtałem tyle ile mogłem.

Jaki masz plan na ten rok?

Podobny. Teraz także specjalnie przyjadę do Poznania prosto z obozu w Bydgoszczy. Nie chcę obiecywać iluś kilometrów. Przebiegnę tyle, ile dam radę. W Wings for Life World Run startuję dla idei.

Od 10 lat reprezentujesz Polskę na arenie międzynarodowej. Zacząłeś praktycznie od razu po wypadku, w którym straciłeś nogę. Czy patrząc z dzisiejszej perspektywy, rzucenie się wtedy w wir sportu było ważne?

Od małego biegałem za piłką. Sport cały czas był obecny w moim życiu. Po skończeniu szkoły sześć lat grałem w siatkówkę. Dlatego łatwiej było mi się wdrożyć – wejść, w co prawda nową dyscyplinę, w zupełnie innej dziedzinie, ale arena sportowa nie była mi obca. Dlatego nie miałem żadnych oporów, żeby brnąć w to dalej.

Oprócz skoku wzwyż, biegasz na 100 metrów i skaczesz w dal. Czy w tych konkurencjach też masz sukcesy?

Te sukcesy to głównie rekordy życiowe. Świat goni do przodu z technologią. Żeby osiągać wyniki na poziomie światowym, chyba musiałbym urodzić się z protezą, a te protezy mam akurat od półtora roku. Ciężko jest łączyć takie konkurencje jak bieganie na 100 m, skok w dal i skok wzwyż. Gdybym tylko biegał i do tego skakał w dal, wyniki byłyby dużo lepsze, ale przez całą karierę skakałem wzwyż. Tymczasem, żeby dojść do światowego poziomu w tych dwóch dyscyplinach, musiałbym wszystko rzucić i dobrych kilka lat poświęcić tylko na nie. Niestety nie jestem już młody i nie mogę sobie na to pozwolić.

Do biegania używasz protezy ze stopą, czy takiej z kompozytową sprężyną?

W bieganiu sprawdza się tylko ta sprężyna – to jedyna konstrukcja, jaką dziś się wykorzystuje. Ja mam przyjemność z niej korzystać. Około 6 lat temu koleżanka z kadry pożyczyła mi podobną protezę i miałem okazję ją testować. Dlatego mam porównanie i wiem, że ten sprzęt, który mamy dziś, w stosunku do tamtego, to prawdziwy kosmos.

Ten postęp jest napędzany pewnego rodzaju wyścigiem zbrojeń, z jakim mamy do czynienia. Jaki jest twój stosunek do protez ułatwiających osiąganie lepszych wyników sportowych?

20 lat temu, kiedy te protezy wchodziły do użytku, nikt na to nie zwracał uwagi. Dziś medale zdobywa technologia. Im lepszy sprzęt, tym większe szanse na medal. Takie jest moje zdanie i go nie ukrywam. Bacznie obserwuję konkurentów i to widać, że im ktoś ma nowszą protezę, bardziej dopracowaną, dostosowaną do siebie, tym lepsze są wyniki. Dziś to normalne.

W sporcie i na co dzień używasz różnych protez. Czym one się różnią?

Aktualnie mam około pięciu protez – trzy do chodzenia, dwie do biegania. Po co mi aż tyle protez do chodzenia? Każda ma swój styl pracy i blokuje się w różnych miejscach. Mam wysoką amputację i nie posiadam swojego kolana, dlatego muszę korzystać z kolan mechanicznych, które blokują się w całkiem innych momentach. To również pozwala doskonalić się w sporcie. A jeżeli chodzi o protezy sportowe, w zasadzie jest to jedna proteza, która ma dwie różne stopy. Jedna z nich jest do biegania, a druga do treningu sportowego, gdzie musi znosić dużo większe obciążenie – na przykład przy podnoszeniu ciężarów, gdzie nie raz mam sztangę i 120 kg na plecach. Zwykła proteza szybko by się rozwaliła, a dzięki tej mocniejszej mogę w 100 procentach realizować plan treningowy.

Rano trenujesz, a wieczorami masz rehabilitację. Na czym ta rehabilitacja polega?

To bardzo ważny aspekt – nie tylko dla sportowców niepełnosprawnych. Dla każdego, ale to każdego sportowca, jest to niezbędny element treningu, a u nas wręcz podstawa. Polega na wzmacnianiu głębokich partii mięśni, gdzie normalnie są one bardzo osłabione. 

W wolnym czasie lubisz wędkować i jeździć na quadzie. Używasz wtedy sportowej protezy, czy normalnej?

Jeżeli chodzi o moje hobby, używam tylko protezy do chodzenia. W protezie do biegania praktycznie nie można chodzić. Ona nie hamuje ciała przy schodzeniu po schodach, nie pomaga przy wchodzeniu po schodach, ani na nierównościach. Gdybym używał jej jeżdżąc na czymś, lub wędkując, po prostu by mi przeszkadzała. Używając zwykłej protezy, mogę ją sobie dostosować. Jadąc na quadzie mogę sobie zablokować kolano. Nie musze się też martwić o to, że jak upadnę i kolano zablokuje się w nieodpowiednim momencie, to coś mi się stanie.

Dobrze, że masz sponsora w postaci firmy Ottobock, bo pewnie pięć protez to nie jest komfort, na który może sobie pozwolić każdy sportowiec, który musi z nich korzystać?

Prawdopodobnie zwykły Kowalski nigdy nie mógłby sobie pozwolić na taki sprzęt, jaki mam ja. Wielkie ukłony dla firmy Ottobock, która zgodziła się wejść ze mną we współpracę. Myślę, że zainwestowane pieniądze nie poszły w błoto, bo moje wyniki są coraz lepsze. Mój proces treningowy poprawił się, tak samo jak elastyczność treningów. To dzięki temu moje wyniki też się poprawiają.

PARTNERZY LOKALNI
PKO BPCitroenPoznańAorta4FSuuntoPOWERBARCisowiankaOttobockBiegamBoLubięTVN24TRÓJKAOnetMoveTV