TOMEK WALEROWICZ: „W CZŁOWIEKU AŻ SIĘ GOTUJE”

05.05.2018

Tomek Walerowicz: „w człowieku aż się gotuje”

Dwukrotny zwycięzca Wings for Life World Run w Poznaniu, choć w tym roku sam nie wystartuje, odwiedził dziś biuro zawodów. Z Tomkiem Walerowiczem porozmawialiśmy o faworytach i atmosferze na dzień przed wielkim, biegowym świętem.

Jesteś czwarty raz w Poznaniu i po raz pierwszy nie musiałeś przebiegać kilkudziesięciu kilometrów, żeby spotkać się z Adamem Małyszem.

(śmiech) Dokładnie. Spotkaliśmy się przed chwilą. Zdążyliśmy też chwilę porozmawiać.

Cały czas zastanawiamy się, kto w tym roku może zająć pierwsze miejsce w Polsce. Czy masz swoje typy?

Z tego, co wiem, startują dwaj zawodnicy, którzy wcześniej byli tuż za mną – Marcin Kęsy był drugi w 2016 roku, a Darek Nożyński w 2017. W nich upatruję faworytów. Podejrzewam, że któryś z chłopaków będzie zwycięzcą.

Czy masz jakieś wieści na temat ich przygotowań?

Z tego, co wiem, obydwaj uważają, że są w życiowej formie, więc zobaczymy. Niech wygra lepszy. Widać, że przygotowywali się do tego biegu, a poprzednie starty traktowali, jako przygotowania i na pewno są gotowi, żeby tutaj poprawić swoje rezultaty. To jest ich docelowy bieg na wiosnę.

Wygrałeś w Poznaniu dwukrotnie, raz byłeś drugi, a w tym roku znowu przyjechałeś tu z całą rodziną i pragniesz być w tym miejscu, kiedy świat ruszy do ucieczki przed Samochodami Pościgowymi. Wygląda na to, że to miejsce jest dla ciebie szczególne.

W Poznaniu czuje się bardzo dobrze. Przeżyłem tutaj wiele wspaniałych chwil. Poznańska trasa jest wspaniała. Zarówno widoki, jak i kibice. Zwłaszcza w takich odległych miejscach, gdzie stoją pojedyncze domy, przy drodze było tych ludzi widać. Wspierali na całej trasie, dlatego ciężko się sentymentalnie nie związać z tym miejscem. Poza tym Wings for Life World Run to jest taki bieg, że jak się raz spróbuje, to już nie chce się przestać.

Przed chwilą byłeś w biurze zawodów. Zawodnicy rozpoznawali cię?

Kilka osób mnie rozpoznało. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć. Przeprowadziliśmy kilka fajnych rozmów. Jak mogłem najlepiej, starałem się odpowiedzieć na pytania i udzielić jakichś porad na temat jutrzejszego startu. Było bardzo, bardzo przyjemnie.

Jak tam się wchodzi, to czuć już tę gorącą atmosferę?

Czuć te emocje. Widziałem wychodzących, którzy już zakładali koszulki Wings for Life World Run. Także czuć tę atmosferę, adrenalinkę… W człowieku aż się gotuje, że to nie on jutro startuje. Budzi się taki… głód. (śmiech)

Jakie wrażenie robi na tobie nowe miejsce startu?

Bardzo dobre. Widać, że nowe miejsce jest gotowe do przyjęcia dużo większej liczby zawodników. Malta miała swój klimat. Trzeba przyznać, że tamto miejsce było piękne i klimatyczne, ale myślę, że na jego zmianie i zmianie trasy więcej zyskujemy niż tracimy.

Jak patrzymy na profil trasy, można by pomyśleć, że będzie bardziej pod górkę.

Tak i nie. Odpada pierwsze półtora kilometra, gdzie tak naprawdę też było spore wzniesienie. Myślę, że bardziej pod górkę może być między 10., a 22., może 23. km. Tam rzeczywiście będzie bardziej stromo. Natomiast gdybyśmy porównali między startem, a 25. km, będzie podobnie jak wcześniej.

Koniec końców, przewyższenia nie są duże. Czy one mają realne przełożenie na ostateczny wynik?

Dla zawodników, którzy celują w 20 km, może być minimalnie gorzej. Chociaż też bym tego nie zakładał, bo są też inne rzeczy, które tutaj akurat pomagają. Uważam, że dla zawodników z czołówki takie ułożenie trasy jest dużo lepsze. Na pierwszych 20-30 km jest dużo mniej długich prostych i nie ma takich miejsc, gdzie męczy się psychika lub organizm, gdy trafi się na czołowy wiatr. Nie tylko częściej zmienia się kierunek, ale jest też więcej drzew, budynków, no i tego, co jutro bardzo się przyda, czyli osłony od słońca. Porównując do zeszłorocznej trasy, biegnąc przy podobnej intensywności, w tym roku byłbym w stanie pobiec co najmniej kilometr dalej. Górka na Malcie była odczuwalna. Choć na początku nogi tego nie czują, po godzinie, czy dwóch, wszystkie podbiegi się sumują.

Dotychczas pojawiałeś się tutaj w roli biegacza. Jutro, po raz pierwszy nie wystartujesz. Przypomnijmy skąd ta zmiana.

We wrześniu przestałem startować w zawodach. Nie tyle przestałem biegać, co ograniczyłem aktywność ze względu na brak wolnego czasu. Dlatego też postanowiłem zrezygnować ze swojej nagrody i przyjechać do Poznania jako kibic. Uznałem, że jeżeli nie jestem w stanie rywalizować na swoim normalnym poziomie, to obciążanie budżetu imprezy, żeby zrobić sobie wycieczkę byłoby niezgodne z wartościami, które mnie skłoniły do wzięcia udziału w kolejnych edycjach Wings for Life World Run. Tu się zbiera pieniądze na fundację non-profit. Wszystkie fundusze idą na walkę z przerwaniem rdzenia kręgowego. Dlatego byłoby to przeciw zasadom, jakim się w życiu kieruję. Na wycieczki mam wypłatę. Jestem w stanie na nie zarobić w pracy. A tutaj biegamy po to, żeby pomagać innym.

Co będziesz robił jutro (w niedzielę) o 13:00?

Wspierał wszystkich startujących! No chyba, że nie wytrzymam i kawałek się z nimi przebiegnę. (śmiech) Związałem się z tą imprezą, czuję się jej częścią, więc grzechem byłoby nie być razem z zawodnikami, choćby na starcie.

PARTNERZY LOKALNI
PoznańAorta4FSuuntoPOWERBAROttobockBiegamBoLubięTVN24TRÓJKAOnetMoveTV