Jeśli dobrze liczymy, to lekkoatletka, olimpijka (5. w finale w Rio), medalistka mistrzostw Europy w biegu na 800 m, a teraz dziennikarka biegowa i maratonka, Asia Jóźwik po raz pierwszy w Wings for Life World Run wzięła udział 10 lat temu! Co takiego widzi w tej imprezie, że zachęca do wspólnego zbierania środków na badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego jako ambasadorka tej inicjatywy?
**Dołącz do Asi **w jednej z kilkudziesięciu lokalizacji w całej Polsce, lub na własnej trasie - zarejestruj się!
Po raz kolejny pobiegniesz dla tych, którzy nie mogą. Jaki jest twój cel na ten rok?
Cel na 13. edycję? Jak co roku: wystartować i pobiec jak najdalej. Zobaczymy jednak, w jakiej będę formie, bo miałam długą przerwę spowodowaną kontuzją biodra i dopiero wracam na dobre tory. Dopiero się rozbieguję. Zobaczymy, jaki wyjdzie dystans, ale jedno jest pewne – na pewno startuję.
I to jest doskonała wiadomość, bo przede wszystkim liczy się udział. Zapisać można się cały czas. Do wyboru 35 lokalizacji w Polsce. Bieg Flagowy w Łotwie (jakieś 400 km od granicy) w Słowenii (zostało jeszcze jakieś 100 miejsc) oraz start na własnej trasie. Wings for Life World Run rośnie. Także u ciebie, odkąd zaczęłaś w nim startować, bo był jednym z twoich pierwszych biegów ulicznych, bardzo dużo się zmieniło. Jak się dziś czujesz, startując ramię w ramię z amatorami w biegach, na które każdy może się zapisać?
Zupełnie inaczej. Nie mam już takiej presji, że „muszę” wystartować w danych zawodach. Chociaż przyznam, że kiedy w Wings for Life World Run stawiam sobie cel w postaci poprawy rekordu życiowego, ta presja trochę wraca i bardzo szybko przypominam sobie, jak to jest być zawodniczką. Wiem, że nic nie muszę, tylko chcę, dlatego czerpię z tego dużo więcej przyjemności. Tutaj nie ma nacisku na wynik, na wygrywanie. To jest chyba najważniejsze – że ja teraz nie startuję po to, żeby wygrywać, tylko po to, żeby cieszyć się sportem i dzielić się tym z innymi. Tym, że jestem zdrowa i mogę się ruszać. Bardzo to sobie cenię. Czuję, że bieganie mnie zbudowało. Biegać będę chyba do końca życia, bo mam poczucie, że jest mi to po prostu potrzebne.
Czy biegi uliczne w jakiś sposób wypełniają pustkę po rywalizacji na najwyższym światowym poziomie na wielkich stadionach? Mogą zastąpić tamte emocje?
Zdecydowanie tak. Na początku po zakończeniu kariery brakowało mi takich małych i dużych celów sportowych – takich punktów w roku, do których się przygotowujesz, które cię trzymają w ryzach. Teraz, kiedy układam sobie sezon pod biegi uliczne, wszystko lepiej mi się składa. Lepiej funkcjonuję, wiedząc, że codziennie dokładam swoje pięć groszy do jakiegoś celu i że do czegoś konkretnego się przygotowuję.
No i zostałaś dziennikarką – razem z Kasią Zawistowską prowadzisz podcast „Bieganie.pl Women”. Jestem fanem. Każdy odcinek w jakiś sposób ze mną zostaje. Ostatni, jakiego słuchałem, był z Patrycją Bereznowską, która zresztą też bierze udział w Wings for Life World Run i patronuje App Runowi w Krakowie. Czy te rozmowy na ciebie działają? Wracasz do nich myślami?
Za każdym razem. Bardzo często o nich myślę. Każda kobieta przychodzi z inną historią, inną energią i inaczej opowiada o swoich przeżyciach. W trakcie rozmowy często tworzy się między nami bardzo intymna relacja i rozmówczynie się otwierają jeszcze bardziej. Najbardziej lubię moment, kiedy widzę łzy w oczach – bo wtedy wiem, że dotykamy czegoś naprawdę ważnego, czegoś, co mocno odbiło się na życiu albo na wspomnieniach. To zostaje głęboko w człowieku. Często do tych rozmów wracam, bo wcześniej nie miałam okazji tak osobiście poznać ludzi, którzy robią w swoim życiu naprawdę dużo, osiągają wielkie rzeczy i stawiają sobie ogromne cele. Teraz mogę ich wypytać o szczegóły i bardzo się z tego cieszę. Te podcasty z Kasią Zawistowską dają mi naprawdę dużo – wewnętrznie, dla mojej psychiki, ale też poszerzają mój światopogląd. Często nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś może postawić sobie tak wielki cel: przebiec pustynię, zdobyć wszystkie najwyższe szczyty Ziemi czy ustanowić rekord świata w biegu 48‑godzinnym. To jest niesamowite. Zawsze jestem zafascynowana, gdy pytam: „dlaczego?”, „po co?”, „co ci to daje?”. I cieszę się, że mam możliwość zadawania tych pytań.
Zauważyłem, że biegacze bardzo lubią dzielić się swoją historią, ale też bardzo lubią ich słuchać. Każda z nich jest inna i ciekawa. Masz swoją teorię – dlaczego w środowisku biegowym ten background, ta droga od pierwszego kroku do dziś, jest tak ważna i tak chętnie wysłuchiwana?
Bo to wcale nie jest takie proste, jak wygląda na zewnątrz. Myślę, że każdy, kto zaczyna biegać, szybko czuje, że to wymaga pracy. Że trzeba wykonać duży krok milowy, żeby poczuć frajdę i zrozumieć, że to ma sens i daje przyjemność. A kiedy zaczyna dawać przyjemność, to naturalnie chcemy się poprawiać, być lepsi, biegać szybciej z zawodów na zawody. Mówienie o tym w szerszym gronie, znajomym, bliskim, sprawia, że sami siebie motywujemy. Uświadamiamy sobie, że idzie nam lepiej niż kiedyś. Wymieniamy się doświadczeniami, podpatrujemy się nawzajem – może coś, co zadziałało u kogoś, pomoże też nam. To fajne, że tak się wzajemnie „nakręcamy” na bieganie i na starty.
Mówisz, że bieganie daje ci radość. Fajnie jest pracować w Bieganie.pl? Macie pakiety na każdy bieg, jaki Wam się zamarzy.
Nie zawsze, ale rzeczywiście często mamy możliwość wystartowania w zawodach, do których normalnie trudno byłoby się dostać. Dostajemy przepustki na największe maratony, półmaratony czy inne biegi. Bardzo się cieszę, że dzięki temu mogłam pobiec maraton w Nowym Jorku. Gdybym nie pracowała w Bieganie.pl, byłoby o to znacznie trudniej – albo musiałabym zapłacić naprawdę dużo, albo w ogóle by mi nie przyszło do głowy, żeby się na to porwać. Na końcówce kariery lekkoatletycznej zarzekałam się, że nigdy nie przebiegnę maratonu. Myślałam: „ludzie, zwariowaliście, ja mam biec 42 kilometry?!”. No i proszę bardzo – mam już pięć maratonów na koncie. To pokazuje, jak bardzo najbliższe środowisko potrafi zmienić nasze cele.
Chciałem zapytać o jeden „naj, naj, naj” bieg uliczny, ale może prościej: który dystans z tych standardowych, amatorskich lubisz najbardziej?
Dobrze, że są jeszcze biegi amatorskie na 800 metrów! (śmiech) Zostaję przy tym dystansie. Po przebiegnięciu maratonu – naprawdę szybko, jak na mój organizm – uważam, że to jest ultratrudny bieg. Podziwiam wszystkich maratończyków, że znów stają na starcie i biegną do mety — często ostatkami sił, szczególnie na ostatnich kilometrach. Na tym tle mogę spokojnie powiedzieć, że 800 metrów przy maratonie to pikuś. Nie miałam jeszcze okazji pobiec „na czas” w półmaratonie, dyszce czy piątce, bo postawiłam na maraton, ale wszystko przede mną. Myślę jednak, że najfajniejszą formułą i tak jest bieg, w którym nie ma klasycznej mety, gdzie można biec, ile się da, aż do momentu, gdy dogoni nas Samochód Pościgowy – czyli Wings for Life World Run. Wtedy jest chyba największa frajda. Fajnie jest nie wiedzieć, dokąd dokładnie dobiegniesz. Ja lubię nie wiedzieć, lubię spontaniczność i lubię często zmieniać plany ad hoc. A tutaj wszystko jest w jednym. Wings for Life World Run jest z tego wszystkiego najfajniejszy.
No i ten bieg czeka nas już 10 maja. Przez kilka lat byłaś zapraszana do teamu PKO Banku Polskiego – byłaś nawet jego kapitanką. Ta instytucja od dawna jest partnerem Światowego Biegu w Polsce, a ostatnio jeszcze mocniej wchodzi w świat biegania: Bieganie.pl jest obrandowane, teraz ogłoszono partnerstwo z parkrunem. Co o tym sądzisz?
Uważam, że to bardzo dobrze. Cieszę się, że tak duża spółka Skarbu Państwa jak PKO Bank Polski wspiera biegi – i te mniejsze, i te większe. Pokazuje, że warto się ruszać, warto uprawiać sport amatorsko, warto dbać o zdrowie. Ciągle przecież mówimy, że bieganie jest dobre i dla ciała, i dla głowy. Cieszę się, że i Bieganie.pl, z którym pracuję od lat, i ja osobiście w ramach akcji PKO Biegajmy Razem współpracujemy z PKO Bankiem Polskim przy takich inicjatywach. Jestem dumna, że mogę być częścią tego świata.
A w tym roku do której drużyny dołączysz? Przypomnę tylko, że od tej edycji drużyny są wyłącznie w Aplikacji – tam trzeba ich szukać, nie na stronie.
Myślę, że w tym roku znowu dołączę do drużyny PKO Banku Polskiego i będziemy razem biec dla tych, którzy nie mogą.
A gdyby powstała wspólna drużyna Bieganie.pl i PKO Banku Polskiego – chciałabyś zostać jej kapitanką, czy oddałabyś tę rolę komuś innemu?
Chętnie zostałabym kapitanką takiej drużyny. Myślę, że liczebnością wygralibyśmy wśród wszystkich drużyn startujących w Poznaniu, a może nawet na świecie. Już kiedyś udało mi się „pokonać” Kapitana Wąsa, jeśli chodzi o liczebność drużyny, więc wiem, że to możliwe.
A było to w roku 2018. Gdyby udało się stworzyć taką drużynę, to rzeczywiście mogłaby być nową, potężną siłą wśród ekip Wings for Life World Run na świecie. Dziękuję ci, Asiu, za rozmowę.
Ja też dziękuję. I bardzo się cieszę na kolejny rok Wings for Life World Run. To naprawdę jest najfajniejszy bieg, na jakim kiedykolwiek byłam – a byłam na wielu. Nie ma drugiego z taką energią i z taką radością w sercu. Nie dziwię się, że pakiety znikają w dwie minuty.
Czyli odpowiedź na pytanie o ten „naj, naj, naj” też już znamy.
Tak.
