Co słychać u Janka Folgi?

Hero image: Co słychać u Janka Folgi?

Dzielimy się filmem, który przysłał nam Janek Folga. Ambasador Wings for Life World Run cały czas inspiruje i motywuje innych do dołączenia do najradośniejszego biegu na świecie. Jednocześnie sam realizuje ambitne plany sportowe i zmaga się z przeciwnościami. Nie jest łatwo. Mimo to, docenia wsparcie otrzymywane od swoich partnerów, ale też każdą budującą wiadomość, którą od Was dostaje w swoich społecznościach.

 

Co słychać u Janka Folgi?

"Całą zimę poświęcam na zdobycie kwalifikacji paralimpijskich. W listopadzie i grudniu trenowałem na lodowcu w Austrii. Często spałem na parkingu pod górą w busie. Od początku sezonu jeżdzę na zawody. Ponoć jeszcze nie było zawodnika na wózku, który podjął się samodzielnie startować i trenować za granicą" - opowiada.

Mogę siedzieć w domu albo walczyć o marzenia!

Mieszkanie w busie, żeby być bliżej tras. Poszukiwanie trenerów, którzy podpowiedzieliby, co jeszcze można zrobić lepiej. Pragnienie robienia progresu za wszelką cenę. To poświęcenie, na które zdecydowałoby się niewielu sportowców.

"Ciągnąć ze sobą cały sprzęt, w śniegu będąc na wózku inwalidzkim jest naprawdę trudne. Sam ogarniam winiety, noclegi, jedzenie, zapisy na zawody, miejsce treningu, komunikacje ze sponsorami, kieruję samochodem i jeżdżę na nartach. Na początku sezonu często siedziałem w monoski, obserwując na stoku jak całe kadry narodowe są zorganizowane i jaką zawodnicy mają pomoc. Czasem łzy same mi się lały do gogli. Wmówiłem sobie, że to mnie czyni silniejszym. Powiedziałem sobie, że jakby to było proste, każdy by to robił. Mogę siedzieć w domu albo walczyć o marzenia!"

To, co robi Jasiek nie pozostaje niezauważone, a trudne początki mogą mieć szczęśliwy finał. "Wracam właśnie z zawodów w Czechach i jadę do Austrii. Trener zagranicznej kadry narodowej zaprosił mnie na ich zgrupowanie. Czasem na zawody jeździ ze mną mój przyjaciel Sebastian Litner. Czołowy zawodnik freeski w Polsce. Sebek zaangażował się w rolę trenera i na ile może mi pomaga. Analizujemy moje przejazdy, poprawiamy technikę. Jeździ ze mną jak tylko ma czas ale na większości zawodów pojawiam się sam. Ludzie na zawodach dostrzegają moje poświęcenie i zaangażowanie. Często kiwają głową niedowierzając, ale czasem na starcie ktoś przyjdzie klepnąć mnie w plecy na powodzenie, wyczyści nartę czy zabierze kurtkę na linię mety. Kiedyś nawet dostałem telefon od organizatora, że nie ma mojego zgłoszenia a słyszał, że byłem na treningu. To są obcy ludzie i takie rzeczy mnie motywują do dalszych działań. Zdobyłem szacunek zagranicznych trenerów i organizatorów. Ktoś docenia moje poświęcenie. Z zawodów na zawody mam coraz lepsze starty i ocieram się o wywalczenie wymaganego czasu przejazdu. Na początku roku w Mistrzostwach Polski zdobyłem złoty medal w konkurencji Slalom Gigant. Mam jeszcze kilka startów za granicą i jestem pozytywnie nastawiony".